siedzi po turecku na łące w sadzie. tęskni niewyobrażalnie. plecie wianki ze stokrotek, nadal nie umie ich kończyć. słucha milesa davisa, czyta 'nieznośną lekkość bytu'. szczęśliwa na tyle, na ile może być bez Niego.
ale to szczęście z wnętrzności, absolut.
bo jest paru ludzi.
czwartek, 29 maja 2008
środa, 21 maja 2008
i've got you under my skin.
gra w dramacie na cztery dłonie, zamykające wszechświat, obejmujące niebo.
jest pewna, że nic wspanialszego nie mogło się jej przytrafić. i choć zasada jedności miejsca tymczasowo zachwiana, co do jedności czasu nie mają wątpilwości. wyznacza ją słowo 'zawsze'.
w akcie trzydziestym siódmym Ona tarza się z radości po dywanach. pod prysznicem, zachrypniętym głosem śpiewa piosenki Stinga i The Police. pije najsłodsze piwo świata. dochodzi do wniosku, że nie lubi firanek w oknach. ostentacyjnie ściąga swoją. z sentymentem ogląda filmy Wajdy. chodzi w deszczu z uśmiechem na ustach.
docenia, że stokrotki wróżyć jej już nie muszą: 'kocha czy nie kocha'.
całuj nadgarstki, całuj.
jest pewna, że nic wspanialszego nie mogło się jej przytrafić. i choć zasada jedności miejsca tymczasowo zachwiana, co do jedności czasu nie mają wątpilwości. wyznacza ją słowo 'zawsze'.
w akcie trzydziestym siódmym Ona tarza się z radości po dywanach. pod prysznicem, zachrypniętym głosem śpiewa piosenki Stinga i The Police. pije najsłodsze piwo świata. dochodzi do wniosku, że nie lubi firanek w oknach. ostentacyjnie ściąga swoją. z sentymentem ogląda filmy Wajdy. chodzi w deszczu z uśmiechem na ustach.
docenia, że stokrotki wróżyć jej już nie muszą: 'kocha czy nie kocha'.
całuj nadgarstki, całuj.
niedziela, 18 maja 2008
po kolana we łzach, po szyję w uśmiechach.
potajemnie kocham się w Kuczoku. podniecam się jego słowami, snutymi przez niego opowieściami zanurzonymi w literaturze. przy ‘widmokręgu’ płakałam z rozemocjonowania. znów doszłam do wniosku, że jestem utkana z cudzych słów, że jestem pięćdziesięciosześciokilogramowym zlepkiem cytatów.
więc kocham Cię Kuczoku, kocham i tak szybko nie przestanę, bo ‘w.’ to jedna z najlepszych książek jakie czytałam w życiu.
byłam dziś w parku, z parasolką w ręce siedziałam na mokrej ławce, pieściłam zmysły, bo uwielbiam zapach deszczu i skoszonej trawy.
jadę do miasta K.
więc kocham Cię Kuczoku, kocham i tak szybko nie przestanę, bo ‘w.’ to jedna z najlepszych książek jakie czytałam w życiu.
byłam dziś w parku, z parasolką w ręce siedziałam na mokrej ławce, pieściłam zmysły, bo uwielbiam zapach deszczu i skoszonej trawy.
jadę do miasta K.
sobota, 17 maja 2008
chcę tylko wędrować po pastwiskch nieba.
przenajszczęśliwości dziś trzy i pół centymetra mniej, bo w głowie pojawiły się myśli o rozleniwieniu i pasożytnictwie; najgorsze, że w kontekście mnie samej. ubierając się rano pomyślałam, że dziś mam ochotę na dżinsy, trampki (te z fragmentami 'mam kota' m.p. na podeszwie i sznurówkach) t-shirt i rozciągniętą bluzę z kapturem. włosy związałam w kucyka, grzywkę spięłam spinką. na własne życzenie emanuję szarością i bylejakością.
kochanie przyjechało, pokochało, pojechało.
bliskość skrzyła się między nami gdy na zalewowym piasku rysowaliśmy nasze inicjały, w tej najpiękniejszobanalnej wersji: z plusem pomiędzy, znakiem równości po i po ‘po’ ogromnym serduchem, gdy w deszczu wracaliśmy z łąki, z kocem pod pachą, szepcząc najczulsze słowa, słowa, które rozszerzają źrenice.
teraz, gdyby nie trzydzieścitrzy kilomtery między nami byłabym najszczęśliwsza.
moje dwanaście kwadratowych metrów nienachalnie i delikatnie wypełnione 'pięcioma oceanami'. przy dwułyżeczkocukrowej herbacie świętuję koniec wątpliwej przyjemności płynącej z czytania ‘namiętnika’ gretkowskiej i marzę o mieście K., o najczerwieńszym winie otwieranym z braku korkociągu w sposób nie mieszczący się w głowie i w sercu, mianowicie przez wepchnięcie korka do środka, o wspólnych dobranocdzieńdobry, mysiachpysiach i takich tam.
koniecznie muszę kupić sobie dziś goździka.
kochanie przyjechało, pokochało, pojechało.
bliskość skrzyła się między nami gdy na zalewowym piasku rysowaliśmy nasze inicjały, w tej najpiękniejszobanalnej wersji: z plusem pomiędzy, znakiem równości po i po ‘po’ ogromnym serduchem, gdy w deszczu wracaliśmy z łąki, z kocem pod pachą, szepcząc najczulsze słowa, słowa, które rozszerzają źrenice.
teraz, gdyby nie trzydzieścitrzy kilomtery między nami byłabym najszczęśliwsza.
moje dwanaście kwadratowych metrów nienachalnie i delikatnie wypełnione 'pięcioma oceanami'. przy dwułyżeczkocukrowej herbacie świętuję koniec wątpliwej przyjemności płynącej z czytania ‘namiętnika’ gretkowskiej i marzę o mieście K., o najczerwieńszym winie otwieranym z braku korkociągu w sposób nie mieszczący się w głowie i w sercu, mianowicie przez wepchnięcie korka do środka, o wspólnych dobranocdzieńdobry, mysiachpysiach i takich tam.
koniecznie muszę kupić sobie dziś goździka.
czwartek, 15 maja 2008
pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty.
stosześćdziesiątosiemcentymetrówprzenajszczęśliwości przemykającej się między rzęsami, łaskoczącej piegi, wywołującej uśmiech, pachnącej nim, smakującej arbuzowym sokiem. w sukience w kwiaty, z przeciwsłonecznymi na nosie, ze słońcem w ręce. czytającej wirgie na pomarańczowobiałym kocu w kratkę, gdzieś, tam, na zzieleniałej z wiosny łące, wśród bujnie puchatych dmuchawców.
'pomaturo'. trwaj. ago zaryan. śpiewaj. bo. moje uszy należą do Ciebie.
'pomaturo'. trwaj. ago zaryan. śpiewaj. bo. moje uszy należą do Ciebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)