pstryk i koniec. mieliśmy być, trwać, wspierać. słysze najzimniejsze słowa w życiu. zarzuty, częściowo niewypowiedziane, że tego nie przeżywam, że mnie to nie boli, że się bawię. na zaprzeczanie brak siły. 'wersje robocze' przeciążone. czytam sześciomiesięczne archiwum. postanawiam, że napiszę list pochwalny do producenta mojej klawiatury, bo nie zamokła, bo działa, bo mogę napisać w godzinach późnowieczornych sms'a z internetu o treści 'przyjedź'. pościel mam całą w arbuzowym soku, bo zbyt zachłannie, bo łagodzi to, co środku drży, wrze, wybucha.
ten czas będzie kojarzył mi się ze 'starymi murami' grechuty, odsłuchanymi miliontysiącpięcsetcztery razy.
piątek, 27 czerwca 2008
wtorek, 24 czerwca 2008
ty się bawisz z nami jak niegrzeczny chłopiec.
fascynacje, emocje burzą się wciąż. jestem jednym wielkim chodzącym 'nie wiem', z główką, rączkami, nóżkami, przeraźliwie dziś niebieskimi oczami i w różowej piżamie. wyrażam prośbę, by ktoś mnie poukładał, inny ktoś odpowiada małgosiu, gdybym tylko wiedział jak ułożyłbym Cię przy sobie. wieczorami spóźniam się do domu tak, że wszyscy już śpią, więc dzwonię, więc budzę, wchodzę, przytulam, przepraszam. zasypiam z słuchawkami na uszach, z osiecką w głowie ta muzyka szła ku mnie nad falami. pierwsze kroki rano kieruję do kuchni, po lody czekoladowo-ajerkoniakowe, odsłaniam żaluzje, chowam się w pościeli, jem, plamię, czytam eliota. niepewności przybywa, jak piegów.
zgasłam.
zgasłam.
poniedziałek, 23 czerwca 2008
czwartek, 19 czerwca 2008
poniedziałek, 16 czerwca 2008
wiatr strącał im na głowy gwiazdy.
po jaskini niedźwiedziej noszę na rękach sześcioletniego michałka, bo boi się nietoperzy. gdy przewodnik na chwilę gasi światła m. trzyma się kurczowo moich włosów. na do widzenia wyznaje mi: 'pani małgosiu, kocham panią'. ja przytulam, i myślę, że to już, że już bym chciała.
bez na kletnie pachnie majem. ścieram marchewki przy ścieżce dźwiękowej z 'moulin rouge'. pod sufitem lewituje słodki smak czekolady. teraz mógłbyś przyjść tu z butelką wina i goździkiem.
takie stany powinno się pielęgnować i zamykać pod szczelnym wieczkiem.
bez na kletnie pachnie majem. ścieram marchewki przy ścieżce dźwiękowej z 'moulin rouge'. pod sufitem lewituje słodki smak czekolady. teraz mógłbyś przyjść tu z butelką wina i goździkiem.
takie stany powinno się pielęgnować i zamykać pod szczelnym wieczkiem.
niedziela, 15 czerwca 2008
ta para skrzydeł, zwiniętych w nas.
ag. i duś. proponują maki chabry dym pasteli i złocistości. puchnięcie z rozszczęśliwienia.
tak, niech będzie, zgadzam się. dla rzęs, bo teraz wątpią we wszystko, począwszy od chcęci studiowania filologi polskiej, od dawna tak wymarzonej i upragnionej, kończąc na... na. postanawiam bezzwłocznie wyrzucić ze swojego słownika słowa 'nigdy' i 'na zawsze'.
parząc herbatę o trzeciej nad ranem, a dokładnie wyciskając z cytryny sok do tejże, doznaję olśnienia, że słowa pana niemena 'czasem ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem' wpasowałyby się idealnie w moje maturane wypracowanie na temat roli słów w relacjach międzyludzkich.
'przeminęło z wiatrem', tym razem w postaci filmu. z racji, że od dzieciństwa kocham się w rettcie butlerze, a może raczej w clarku gable (?), oglądam, oglądam, z testami na prawo jazdy w ręce.
a wzrok co chwilę wędruje na parapet, na zieloną butelkę po czerwonym winie, nie pamiętam z kim wypitym, w której tkwi prześliczna, herbaciana róża od Łu.
brat przychodzi, na kolanach kładzie czekoladowego batonika. bezcenne.
tak, niech będzie, zgadzam się. dla rzęs, bo teraz wątpią we wszystko, począwszy od chcęci studiowania filologi polskiej, od dawna tak wymarzonej i upragnionej, kończąc na... na. postanawiam bezzwłocznie wyrzucić ze swojego słownika słowa 'nigdy' i 'na zawsze'.
parząc herbatę o trzeciej nad ranem, a dokładnie wyciskając z cytryny sok do tejże, doznaję olśnienia, że słowa pana niemena 'czasem ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem' wpasowałyby się idealnie w moje maturane wypracowanie na temat roli słów w relacjach międzyludzkich.
'przeminęło z wiatrem', tym razem w postaci filmu. z racji, że od dzieciństwa kocham się w rettcie butlerze, a może raczej w clarku gable (?), oglądam, oglądam, z testami na prawo jazdy w ręce.
a wzrok co chwilę wędruje na parapet, na zieloną butelkę po czerwonym winie, nie pamiętam z kim wypitym, w której tkwi prześliczna, herbaciana róża od Łu.
brat przychodzi, na kolanach kładzie czekoladowego batonika. bezcenne.
sobota, 14 czerwca 2008
przyjedź, to się nawrócę.
i zabierz mnie tam, gdzie problemy rozpuszczają się jak cytrynowe dropsy. gdzie nikt na mnie nie nakrzyczy i nie podniesie ręki.
bóle i lęki koję sałatką z pomidorów, czasem papierosami. dziesiątki sms'ów zapisuję w folderze 'wersje robocze', nie wyślę ich nigdy bo im i bez moich kłopotów jest ciężko. kupuję więc wino, i piję samiuteńka, bo życie jakoś trzeba przeżyć, i powtarzam za osiecką: 'alkohol szkodzi zdrowiu, ale pomaga życiu'. kurczowo trzymam się myśli, że jednak uda nam się stworzyć rodzinę z kaloryferem, bo Twoje oczy to dwa koła ratunkowe, te z wiersza ewy lipskiej.
nie chcę gwiazdki z nieba. chcę, żeby było spokojnie.
bóle i lęki koję sałatką z pomidorów, czasem papierosami. dziesiątki sms'ów zapisuję w folderze 'wersje robocze', nie wyślę ich nigdy bo im i bez moich kłopotów jest ciężko. kupuję więc wino, i piję samiuteńka, bo życie jakoś trzeba przeżyć, i powtarzam za osiecką: 'alkohol szkodzi zdrowiu, ale pomaga życiu'. kurczowo trzymam się myśli, że jednak uda nam się stworzyć rodzinę z kaloryferem, bo Twoje oczy to dwa koła ratunkowe, te z wiersza ewy lipskiej.
nie chcę gwiazdki z nieba. chcę, żeby było spokojnie.
piątek, 13 czerwca 2008
she feels good, she knows she's looking fine.
czwartkowe południe spędzam z siostrami be., chodząc ulicami miasta K. jemy małosolne ogórki, arbuza i murzynka. wybieram oprawki do okularów, tak, będą czerwone, dlaczego nie wiem.
na 'butelkach zwrotnych' spadają mi buty, gubią się pomiędzy niewygodnymi kinowymi siedzeniami, dobrze, że w telefonie mamy latarkę, znajdujemy. Łu., mówi, że nie rozumie czeskiego humoru, ja po części też nie, ale wybaczam, bronię, bo to przecież czeski film. ciepły, trochę monotonny, ale ostatnie sceny, te z lotem czerwonym balonem połaskotały mi policzki, wywołując uśmiech. po seansie palimy papierosy w pobliskim parku, ja kładę się na ławce, rozmawiamy, rozmawiamy o dzieciach, psach i skradzionych samochodach.
wieczorem, podczas meczu, na którego temat nie napiszę ani słowa, kończę 'przeminęło z wiatrem' i z rozemocjonowania rozmazuję tusz na Jego policzkach. później sięgam po słoik z kremem czekoladowym, po barszcz przygotowany przez Łu., zakładam okulary przeciwsłoneczne i zasypiam w ubraniu.
małgoś idzie pod prysznic, bo włosy ma w cukrze pudrze i soku z truskawek, zaśpiewa 'good day sunshine' bo dźwięki 'revolveru' beatlesów wypełniają przestrzeń łukaszowego samochodu ZAWSZE, od początku i ponoć do końca, później do czerwonej torby włoży vademecum kierowcy, i w trampkach pobiegnie na kurs. na godziny w czerwonej elce czeka, czeka niecierpliwie.
na 'butelkach zwrotnych' spadają mi buty, gubią się pomiędzy niewygodnymi kinowymi siedzeniami, dobrze, że w telefonie mamy latarkę, znajdujemy. Łu., mówi, że nie rozumie czeskiego humoru, ja po części też nie, ale wybaczam, bronię, bo to przecież czeski film. ciepły, trochę monotonny, ale ostatnie sceny, te z lotem czerwonym balonem połaskotały mi policzki, wywołując uśmiech. po seansie palimy papierosy w pobliskim parku, ja kładę się na ławce, rozmawiamy, rozmawiamy o dzieciach, psach i skradzionych samochodach.
wieczorem, podczas meczu, na którego temat nie napiszę ani słowa, kończę 'przeminęło z wiatrem' i z rozemocjonowania rozmazuję tusz na Jego policzkach. później sięgam po słoik z kremem czekoladowym, po barszcz przygotowany przez Łu., zakładam okulary przeciwsłoneczne i zasypiam w ubraniu.
małgoś idzie pod prysznic, bo włosy ma w cukrze pudrze i soku z truskawek, zaśpiewa 'good day sunshine' bo dźwięki 'revolveru' beatlesów wypełniają przestrzeń łukaszowego samochodu ZAWSZE, od początku i ponoć do końca, później do czerwonej torby włoży vademecum kierowcy, i w trampkach pobiegnie na kurs. na godziny w czerwonej elce czeka, czeka niecierpliwie.
niedziela, 8 czerwca 2008
zawiruje jeszcze raz. będziemy.
jadłam pierwsze w tym roku czereśnie, czereśnie z kaśnego drzewa zerwane, te ocalone przed czereśniożernym szpakiem. leżałam na kocu i jadłam, i były wszędzie: we włosach, między palcami, pod sukienką w kwiaty, kładły się na kocu, dawały się rozpryskiwać i zamieniać w czerwone plamy. boskobłogo.
w rozmowie o świecie, jego sensie lub bez, stwierdzam, że jest cudem i co najlepsze- święcie w to wierzę. bo łukasz. piotr ola. pani mama pan tata. i fogg twardowski kieślowski.
bo sad mam za oknem i słońce.
w rozmowie o świecie, jego sensie lub bez, stwierdzam, że jest cudem i co najlepsze- święcie w to wierzę. bo łukasz. piotr ola. pani mama pan tata. i fogg twardowski kieślowski.
bo sad mam za oknem i słońce.
ja nie chcę wiele, ale nie mniej niż wszystko, Ciebie i zieleń.
bezmyślnie roztapiam się w otoczeniu, zakopuję się w miękkich kocach, aromatach herbaty, pierniczkach korzennych, konikach morskich, gubię między kolejnymi stronnicami 'przeminęło z wiatrem' (!), drążę myśli, o Ł., okuliście, mieszkaniu w mieście w., studiach, prawie jazdy i o tym, że byłabym świetną pisarką, gdyby nie liczne niedomagania warsztatu lub zupełny jego brak, bo tak: emocjonalność idealnie wręcz nadszarpana, obsesyjność, w kieszeniach dżinsów kamienie, goździki kupuję sama, miotam się, szarpię, morze wina- może moja wina.
wczoraj w mieście w. kupiłam sobie kapelusz, najpiękniejszy.
wczoraj w mieście w. kupiłam sobie kapelusz, najpiękniejszy.
'ja nie chcę wiele
ale nie mniej niż wszystko, Ciebie i zieleń
i żeby listkom akacji było wietrznie,
i żeby sercu - bezpiecznie,
i żeby kot się bawił firanką...'
pan broniewski
ale nie mniej niż wszystko, Ciebie i zieleń
i żeby listkom akacji było wietrznie,
i żeby sercu - bezpiecznie,
i żeby kot się bawił firanką...'
pan broniewski
piątek, 6 czerwca 2008
moja tęsknota jest tęsknotą planet.
założę sukienkę w grochy upiekę racuchy posypię cukrem pudrem ulepimy dom z plasteliny usiądziemy przed kominkiem wtuleni a ty zacałujesz moje nadgarstki.
pan wojaczek mi się przypomniał, voila:
gwiazdy są echem Twoich oczu i poruszają się po ścieżkach wydeptanych przez Twoje sny.
truskawki mnie przerastają, a kobiecość męczy. tęsknoty łagodzę dwustugramowym słoikiem nutelli, kompotem jabłkowym, piosenkami piwnicy pod baranami i ciepłą kąpielą.
pan wojaczek mi się przypomniał, voila:
gwiazdy są echem Twoich oczu i poruszają się po ścieżkach wydeptanych przez Twoje sny.
truskawki mnie przerastają, a kobiecość męczy. tęsknoty łagodzę dwustugramowym słoikiem nutelli, kompotem jabłkowym, piosenkami piwnicy pod baranami i ciepłą kąpielą.
czwartek, 5 czerwca 2008
a gwiazdy? coś je tam przecież musi trzymać.
rano wstałam na paluszkach, bo spał tak słodko. zaparzylam herbaty, z nieczubatą. czerwone pudełko ze zdjęciami wytargałam na balkon. ósme pietro, wzrok nad dachami, głowa w chmurach. pomarańczowy koc, ja jeszcze w nocnej koszuli, prawie fioletowej. i oglądam. i płaczę ze szczęścia.
wieczorem czytam zeszłosobotnie 'wysokie obcasy', On gra w sąsiednim pokoju. w gitarowym zasłuchaniu przytulam ścianę, tęsknię, choc wiem, że za chwilę skończy, że wróci i triumfalnie wkroczy do pokoju. i nie pozwoli mi skończyć arykułu o wierze gran. niebieskimi oczami będę chłonąć jego uśmiechy.
jak w 'widmokręgu' kuczoka, na tych zaznaczonych stronach. pamiętasz?
lepkie chwile, takie z tych proszonych by trwały.
___
'jańcio wodnik', 'warszawa', 'donnie darko', 'nocny lot', 'spokojne niedzielnie popołudnie'. i zwierciadło.
wieczorem czytam zeszłosobotnie 'wysokie obcasy', On gra w sąsiednim pokoju. w gitarowym zasłuchaniu przytulam ścianę, tęsknię, choc wiem, że za chwilę skończy, że wróci i triumfalnie wkroczy do pokoju. i nie pozwoli mi skończyć arykułu o wierze gran. niebieskimi oczami będę chłonąć jego uśmiechy.
jak w 'widmokręgu' kuczoka, na tych zaznaczonych stronach. pamiętasz?
lepkie chwile, takie z tych proszonych by trwały.
___
'jańcio wodnik', 'warszawa', 'donnie darko', 'nocny lot', 'spokojne niedzielnie popołudnie'. i zwierciadło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)