piątek, 13 czerwca 2008

she feels good, she knows she's looking fine.

czwartkowe południe spędzam z siostrami be., chodząc ulicami miasta K. jemy małosolne ogórki, arbuza i murzynka. wybieram oprawki do okularów, tak, będą czerwone, dlaczego nie wiem.
na 'butelkach zwrotnych' spadają mi buty, gubią się pomiędzy niewygodnymi kinowymi siedzeniami, dobrze, że w telefonie mamy latarkę, znajdujemy. Łu., mówi, że nie rozumie czeskiego humoru, ja po części też nie, ale wybaczam, bronię, bo to przecież czeski film. ciepły, trochę monotonny, ale ostatnie sceny, te z lotem czerwonym balonem połaskotały mi policzki, wywołując uśmiech. po seansie palimy papierosy w pobliskim parku, ja kładę się na ławce, rozmawiamy, rozmawiamy o dzieciach, psach i skradzionych samochodach.

wieczorem, podczas meczu, na którego temat nie napiszę ani słowa, kończę 'przeminęło z wiatrem' i z rozemocjonowania rozmazuję tusz na Jego policzkach. później sięgam po słoik z kremem czekoladowym, po barszcz przygotowany przez Łu., zakładam okulary przeciwsłoneczne i zasypiam w ubraniu.

małgoś idzie pod prysznic, bo włosy ma w cukrze pudrze i soku z truskawek,  zaśpiewa 'good day sunshine' bo dźwięki 'revolveru' beatlesów wypełniają przestrzeń łukaszowego samochodu ZAWSZE, od początku i ponoć do końca, później do czerwonej torby włoży vademecum kierowcy, i w trampkach pobiegnie na kurs. na godziny w czerwonej elce czeka, czeka niecierpliwie.

2 komentarze:

Zenza pisze...

Just a perfect day,
Drink Sangria in the park,
And then later, when it gets dark,
We go home.
Just a perfect day,
Feed animals in the zoo
Then later, a movie, too,
And then home.

m. pisze...

a ja uwielbiam narrację w czasie przyszłym.