poniedziałek, 16 czerwca 2008

wiatr strącał im na głowy gwiazdy.

po jaskini niedźwiedziej noszę na rękach sześcioletniego michałka, bo boi się nietoperzy. gdy przewodnik na chwilę gasi światła m. trzyma się kurczowo moich włosów. na do widzenia wyznaje mi: 'pani małgosiu, kocham panią'. ja przytulam, i myślę, że to już, że już bym chciała.

bez na kletnie pachnie majem. ścieram marchewki przy ścieżce dźwiękowej z 'moulin rouge'. pod sufitem lewituje słodki smak czekolady. teraz mógłbyś przyjść tu z butelką wina i goździkiem.

takie stany powinno się pielęgnować i zamykać pod szczelnym wieczkiem.

2 komentarze:

Sonia pisze...

ja nie mam w sobie żadnych, ale to żadnych instynktów macierzyńskich.

Zenza pisze...

"takie stany powinno się pielęgnować i zamykać pod szczelnym wieczkiem."
i ustawiać w piwnicy na półce, pomiędzy ogórkami kiszonymi, a powidłami ze śliwek :)