środa, 9 lipca 2008

I know, its been comin for some time.

jak u hannah.leah, smęty-sentymenty, ja też nie potrafię przestać, sentymentalna idiotka, rozpamietuje, płacze. boli, mimo, że coś zostało wyjaśnione. myśli mam cieżkostrawne, nie przymuję do wiadomości, że przez cały czas było NAS troje. tu, wchodząc na bloga, chcąc przelać na palce to co w sercu tłucze się o osierdzie muszę przy logowaniu wpisać hasło, tak bardzo NASZE. zaimki brzmią teraz najdziwniej, bo już nie w mnogiej, już w pojedynczej.

wieczorami siedzimy z Kaś na murku, palimy papierosy, psioczymy na facetów, na ich wrodzone ograniczenie. wstyd mi tych naszych rozmów, bo nieprawdziwe, bo wymuszone sytuacją. chodzimy w deszczu, planujemy nasze wspólne mieszkanie, kwiatki na oknie, hasz komorę i to, że płyn do naczyń zawsze będzie zielony. wracając do domu idę najokrężniejszymi drogami, śpiewam te wesołe piosenki których słucham dzięki Piotrowi, inaczej chyba nie dałabym rady, nie wróciłabym na miejsce. śpiewam więc piosenki creedence clearwater revival, pytam przez łzy have you ever seen the rain?
powietrze zbyt gęste i wilgotne, nie odpowiada.

2 komentarze:

Zenza pisze...

Hasz komora brzmi interesująco, chociaż ja wolę palić skręty pod gołym niebem, co wcale nie świadczy, że jestem okropnym facetem.

hannah.leah pisze...

na taki nastrój, szczególnie wieczorem polecam Elsiane. choć trzeba też uważać, bo może wprowadzić w stan emocjonalnego dołka. jeszcze większego. niemniej jednak Elsiane polecam. i ściskam:*