siedem gór, siedem rzek, trzy dni w inną stronę. ograniczała mnie tylko wysokość, ta na której zawieszone jest niebo. morza pfu, oceany! wina malinowopożeczkowoczereśniowego, kilogramy tytoniu, godziny spędzone przy sziszy, tysiące wyśpiewanych piosenek, setki wyrecytowanych wierszy. jagody zrywane leżąc w śpiworze pod lasem. fioletowe dłonie, mokre buty, herbata, wiatr, wyciągnięty sweter.
+ zagrożenie życia prywatnym tomahowkiem pana jot.
później niechęci i uprzedzenia do starych koleżanek, zbyt ostentacyjnie okazywane, ale. chyba mam to gdzieś. i może robię się bezemocjonalną gadziną, może. gdybym nie wypowiedziała tych słów, wtedy, udusiłabym się. moje przebłękitne oczy już chyba nie dla nich, bo w głowach mamy już coś innego.
(z głośników ścieżka dźwiękowa michała lorenca, ta do 'bandyty'. cudocudocudo. na Łukasza czekam, upiekłam mu karpatkę.).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
uwierz, że te nieporozumienia między Tobą a Twoimi koleżankami za kilka lat całkowicie znikną.
Prześlij komentarz