piątek, 18 lipca 2008

ona pisze, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, że nie wie czy to dobrze, że znowu jestem łukaszową gosią. ja odpisuję, że też nie wiem czy dobrze (na razie dobrze, najlepiej)  ale, że musiałam, że webrnęłam w tę rzekę świadomie, niczym wirgie woolf w nurt ouse.
ostatnie trzy dni spędziłam z nim. czułości, szczerości i przenajszczęśliwości panoszyły się między nami. przegadaliśmy noce, motywem przewodnim było 'bo bardzo, bardzo, bardzo szkoda byłoby nas'. jeśli się nie uda (a może się nie udać, wiele rzeczy się nie udaje) to chociażby dla tych dni było warto. dziś wróciłam do domu, już bez kokonu, już sama, bez niego świat podoba mi się zdecydowanie mniej. gotuje bób. będzie za słony, bo z łzami, bo On na tydzień jedzie gdzieś tam, w świat.
wyników rekrutacji jeszcze nie znam, czekam, czytam rilkego ('gra w klasy' rzucona na parapet, na razie), nogi trzymam na biurku, co jakiś czas sięgam po herbatę. cytrynową.

(proszę, niech nam się uda.).

4 komentarze:

hannah.leah pisze...

oby się udało. życzę.

m. pisze...

Życzę Wam tego z całych sił.

Anonimowy pisze...

a ja chce czegos innego.

Sonia pisze...

myślę o Was ciepło. uda się.