poniedziałek, 11 sierpnia 2008

.

z łóżka wychodzę tylko po to, by zrobić herbatę, obrać pomarańcze, po nową książkę, lub po telefon, jeśli wcześniej, w trakcie rozmowy rzuciłam nim o ścianę. czasem zawędruję do łazienki, na żółty dywanik. to nie jest dobry czas. jednakże. co mnie nie zabije to wzmocni, podobno. tak bardzo bym chciała, żeby On w słowach 'nie, nie przyjeżdżaj' usłyszał, że go potrzebuje. i że później może być za późno.

muzycznie nie istnieję, potrzebuję ciszy, chyba. i w ogóle coś we mnie umarło, niedługo zacznie się rozkładać i śmierdzieć.

'teraz już wie: to była ta właśnie chwila. nie było żadnej innej.'.
z 'godzin'.

aniele (!)


piątek, 8 sierpnia 2008

czy wietrze mnie słyszysz, jak śpiewam?

ledwoledwo. mam już wszystkiego powyżej uszu, powyżej serca. i coś we mnie pęka, coś gaśnie, coś się wypala. chcę złagodzić niepewności, chcę pokonać niewiedzę, ale. nie umiem, nie mam siły. zaprzyjaźniam się z żółtym dywanikiem, tym z łazienki, bardzo możliwe, że już na zawsze, że nareszcie tak od serca, bo już trochę łez na niego wylałam. myśli uciekają do bolesławca, do niego, a papierosy już nie smakują.

cały dzień śpiewam z agą zaryan.