czwartek, 4 września 2008

żyję. konkretna była ta cisza. ale żyję. wiem, bo zaczynam odbierać bodźce z zewnątrz. zaczynam tęsknić z chrobrym, zwłaszcza, gdy widzę licealistów w granatowych mundurkach na ulicach miasta k., gdy przy sprzedawaniu podręcznika do wos'u zauważam w nim kartkę, z ziębowym 'pucipuci'. prawie codziennie oglądam 'lost in translation', chociażby fragmentami, tak, to zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów. bywam szczęśliwa, wtedy gdy całą drogę z czernicy pokonuję na ramie roweru, śpiewając w duchu piosenki jefferson airplane, wtedy, gdy zakładam kask i odpalam chopperka. poziom mojego rozszczęśliwienia zależy chyba od stopnia rozwiania włosów. znów całą sobą chłonę słowa, dźwięki, kolory, zapachy i smaki. widzę światełko, czuję że się zbliża. niczego teraz bardziej nie potrzebuję niż spokoju. wiele muszę naprawić, wiele odbudować, zrobić w końcu krok do przodu, zapomnieć jak się cofa. odbuduję, pójdę do przodu, zapomnę.

jutro wyruszam na poszukiwania mieszkania (tak bardzo bym chciała mieć je już nie tylko w głowie, ale i nad głową) w przerażającym mieście w.

ale duża jestem już przecież, czas zacząć zycie. jakoś na nowo.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

ja nie teśkniłam za liceum. nigdy.

życzę dużo szczęścia i powodzenia w poszukiwaniu mieszkania.

:*