nie minęło jeszcze. trwa, chociaż bardzo nie chcę by trwało. myłam włosy, szampon wpłynął do oczu, jak wtedy, gdy byłam dzieckiem, krzyknęłam 'mamo!', najnieświadomiej, mamy nie było. walczę sama ze sobą co zrobić z niespodziewanym przypływem gotówki, czy rozsądnie wpłacić na konto, czy wydać na książkę, już trzecią wrześniową. bosą stopą opisuję na wykładzinie ostatnie tygodnie. dużo tam znaków zapytania. krążąc ulicami mojego niby-miasta uczę się siebie, na nowo. z resztą. wszystko na nowo. wdycham wiatr zmian, aż płuca bolą. ubieram sukienkę, sweter, do torby wrzucam 'białe noce' pana dostojewskiego, idę. będę myśleć przede wszystkim o swoim szczęściu, ze stawianiu go na samym końcu hierarchii nic dobrego nie wyszło. w ogóle nic nie wyszło.
byle do helu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
zobaczysz sama, że będzie przepięknie :*
Prześlij komentarz