ostatni tydzień w domu. z racji tego, że helska grypa ciągle mnie męczy większość czasu spędzam pod kołdrą. ostatnio wszystko pod kołdrą. zimno mi jest strasznie, bez gorącej herbaty na dzień dobry nie wychodzę z łóżka. obok poduszki położyłam notesik z obrazem malczewskiego na okładce, ołówek, zapisuję tam siebie, swoje rzeczy, swoje życie, to wszystko, co wyląduje w pudle, którego przeznaczeniem jest ulica lubińska miasta w. ze łzami w oczach słucham jak rodzice kłócą się przez telefon, to trochę przeze mnie, wiem. czekam niecierpliwie na 'ogród luizy', już jutro powinien być na moim komputerze. znów czytam słowa wirgie, konkretniej 'orlando', bardzo, najbardziej ze wszystkich mi się podoba, zwłaszcza po słowach: 'staję się dorosła – rzekła, biorąc nareszcie swą świecę. – tracę pewne złudzenia – powiedziała, zamykając modlitewnik królowej Marii – może, by zyskać inne...'.
a poza tym robię doskonałą sałatkę z fetą i oliwkami.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
spróbowałabym tej sałatki :)
też lubię virginię :)
Prześlij komentarz