środa, 10 września 2008

tak, to chyba rodzaj tęsknoty. w związku z nią postanawiam niezwłocznie znienawidzić blues'a. sącze ze słomki gin z tonikiem, prowadzę z dżastiną niezwykle interesującą rozmowę o białoróżowej zebrze, mam ochotę na gołogłogowską (?) gruszkę, brat słucha happysadu, ja w uszach mam dolly parton, w dodatku śpiewającą jolene. nie wytrzymam tego, pierdolę, kto dzisiaj wyłączył we mnie to wewnętrzne światło? pociesza mnie myśl o tym, że od wojciecha kuczoka dzieli mnie tylko kilka uściśnięć ręki, a od szumu morza dwa dni.

zastanawiam się nad sobą. jestem surowa.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

wypocznij nad morzem :*