życie mam już schowane w pudłach pudełkach torebach reklamówkach. jako namiastkę domu rodzinnego, swoistego rodzaju posag, zabrałam jedną trzecią książek z mojego pokoju. najwięcej łez wylałam nad 'historią filozofii' tatarkiewicza, do której chowałam liście, trzy: zielony, żółty i czerowny, w celu zaszuszenia tych że. jestem dumna, bo mimo wszystko spakowałam się sama. (!) jutro rano zamieszkam to miasto.
pożegnanie miałam przemiłe, mimo iż 'masz na imie justine' był zupełnie nie trafionym jak na tę okazję filmem. niemniej jednak dziękuję za miły wieczór.
mamo, kocham cię!
(a w wolnym czasie nie wiem sama kogo zdradzam: dickensa z pidżamą porno czy pidżamę z dickensem.).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
wszystkiego najlepszego na nowej drodze, w nowym mieście, w nowej rzeczywistości:)
Prześlij komentarz