od pana z gronostajem na szyi otrzymałam indeks, z błędem w nazwisku, który cieszy mnie o tyle, że udowadnia, że panie w dziekanacie to również ludzie. szorując lubińską wannę wyklinam na dezorganizację, płaczę patrząc na meblościankę z osiemdziesiątegodrugiego. czuję, że to będą moje studia, te najwłaściwsze, mimo (a może właśnie dlatego) że na wydrukowanie listy lektur zabrakło papieru w Piotrowej drukarce. to złe, co we mnie drgało- już nie drga, albo przynajmniej zostało zagłuszone przez miejski zgiełk, powiedzmy, że ten z placu legionów.
od jutra znowu będę grała w tą grę, w niepozałatwiane sprawy, w nowe obowiązki, i wygram, chociaż nie wiem jeszcze jakie są zasady. (a mój pokój oprócz wątpliwej meblościanki ma olbrzymie okna, takie prawie na całą szerokość i wysokość ściany.).
niedziela, 5 października 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)